Author

Nolijka

Browsing

Dzisiaj przychodzę do Was z kieszonkową wersją gry BrainBox w dwóch wydaniach: “Niebezpiecznie zwierzęta” dla dzieci od 6 roku życia oraz “Kosmos” dla graczy od 8 lat. Obie wersje wydano w identyczny sposób, różnią się tylko, co oczywiste, tematyką i poziomem trudności. 

W tych zgrabnych i kieszonkowych wydaniach, które zabierzecie ze sobą wszędzie, ponieważ zmieszczą się w każdej torebce czy plecaku, znajdziecie aż 150 różnorakich pytań znajdujących się 25 kartach z zadaniami. 

Jak grać? To banalnie proste! Przepis jest taki: 

  1. Weź kartę. 
  2. Zapamiętaj jak najwięcej szczegółów i ogółu w 10 sekund (klepsydra w zestawie).
  3. Rzuć kostką (kostka w zestawie). 
  4. Odpowiedz na wylosowane pytanie. 

Proste? Bardzo! Pytania mogą być podchwytliwe, dlatego nie martwcie się, jeśli coś pójdzie troszkę gorzej. Ważne, żeby świetnie się bawić! 

Gry z serii BrainBox to szybka i przyjemna rozrywka dla całej rodziny. Z córką gramy w nie zazwyczaj na świeżym powietrzu, a w tym roku była już ku temu świetna okazja. 10 sekund może wydawać się mało, ale umówmy się, młodszym dzieciom można trochę pofolgować i wydłużyć cenne sekundy. Ilustracje na kartach są jednak na tyle czytelne i proste, że nikt nie powinien mieć problemu z ich odczytaniem i zrozumieniem. W karuzeli możecie dokładnie obejrzeć jak wyglądają niektóre z nich, a także zerknąć na pytania. 

Tematyka BrainBoxów jest bardzo zróżnicowana, a najbardziej podoba mi się połączenie rozrywki z nauką i zabawą. Uwielbiam takie gry, quizy to coś w czym czuję się dobrze i chętnie po nie sięgam. Dlatego takie krótkie i przyjemne rozgrywki sprawiają mi wielką frajdę, podobnie jak mojej dziewięciolatce, która uwielbia zarówno zwierzęta jak i kosmos. 

[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] z wydawnictwem REBEL.

Komiks opanowały mój dom i dobrze nam z tym! uwielbiam je czytać, oglądać i cieszyć się nimi dokładnie tak samo jak książkami i książeczkami dla dzieci. 

Dzisiaj przychodzę do Was z trzema różnymi pozycjami, a zacznę od czegoś NIE DLA DZIECI! 

Niech Was nie zmyli słodka i niewinna (serio?) okładka “Zombiaczka”, bo po otworzeniu komiksu przeżyjecie szok i niedowierzanie. Miałam tak z pierwszym tomem, przy drugim nie dałam się już nabrać. Jest to komiks zdecydowanie dla nastolatków i to tych starszych, bo w Zombiaczku nie straszne jest… nic. Zombie jak to zombie, litości nie znają i jest to pokazane w bardzo malowniczy sposób. Nic nie jest tutaj koloryzowane – Zombie lubią jeść, brutalnie. Pojawia się także nowa postać i robi niezły zamęt na cmentarzu, na którym mieszka ludzka nastolatka imieniem Margotka. Zombie jej niestraszne, żadne niebezpieczeństwo jej nie grozi, ale innym ludziom owszem, dlatego lepiej niech trzymają się od tego miejsca z daleka. Seria pełna czarnego humoru, drastyczna i zabawna, dla osób z dystansem i lubiącym zombie klimaty. Jest to drugi tom z serii o niewinnym tytule “Bez serca”. Nie dajcie się zwieść i zajrzyjcie do środka! 

ZOO wymarłych zwierząt” to z kolei trzeci już tom serii dla każdego. Opowiada o wymarłych gatunkach zwierząt, które można obejrzeć (żywe) w tym wyjątkowym ZOO, ale także o gatunkach zagrożonych wyginięciem. Komiks zawiera mnóstwo ciekawostek i wiedzy na temat tych zwierząt i nie zabraknie w nim mnóstwa humoru. Młoda weterynarka Debora jest zadowolona swoją nową pracą, bo taka nie zdarza się na co dzień i szaleje z radości na widok wymarłych gatunków zwierząt. Uda się także na fascynującą wyprawę do dżungli na Borneo, aby wziąć udział w programie pomocy dla orangutanów i dzioborożców. Praca marzenie, ale dająca do myślenia na temat przyszłości i życia zwierząt. 

Las czasu” to komiks tak zamotany i zagmatwany, że nic tylko czekać na kolejne tomy. Jest w nim nie tylko magia, ale także niebezpieczna zabawa z czasem, która odciśnie swoje piętno na mieszkańcach pewnego odizolowanego od świata miasteczka. Powoli rozjaśnia się sytuacja bohaterów, ale tak naprawdę chyba jeszcze daleka droga do rozwiązania zagadki, choć oczywiście mogę się mylić. Fabuła z początku może wydawać się szalona i zagmatwana, ale wszystko jest spójne i logiczne. Przynajmniej tak mi się wydaje! Seria skierowana jest raczej do starszych czytelników, którzy bez problemu połapią się w lekko skomplikowanej akcji. Ja bawię się doskonale, ilustracje bardzo mi się podobają i wyczekuję kolejnego tomu, aby poznać zamysł autora i losy bohaterów, którzy nieświadomi zagrożenia, sami pakują się w jego ramiona. 

[WSPÓŁPRACA BARTEROWA] z wydawnictwem Egmont Polska, Świat Komiksu.

Jedną z naszych ulubionych gier planszowych są “Szarlatani z Pasikurowic”, a dzięki uprzejmości wydawnictwa g3poland, mogliśmy zagrać nie tylko w podstawową wersję gry, ale także w dwa dodatki. “Szeptuchy” recenzowałam dla Was już jakiś czas temu, a teraz przyszła pora na równie znakomitych “Znachorów”! Ależ ja uwielbiam tę planszówkę! Z dodatkami jest jeszcze lepsza, ciekawsza i bardziej dynamiczna, ale bez także niczego jej nie brakuje.

Tym razem wcielimy się w rolę Znachorów, a naszym zadaniem będzie pomaganie ludziom cierpiącym na różne choroby. I tak będziemy musieli leczyć kurze oczy, wiedźmi garb, sklerozę, nerwowość czy marchewkowy nos i inne. Brzmi jak wyzwanie, prawda? Na początku rozgrywki wybieramy pacjenta, którego będziemy leczyć i zostanie już z nami do samego końca. Będziemy tworzyć odpowiednią esencję w fiolce, bo tylko to może pomóc nieszczęśnikom z ich bolączkami.

Co nowego otrzymamy w pudełku? Fiolki znachorów w odpowiednich kolorach, dwie dwustronne księgi składników, nowe karty wróżek, karty pacjentów i niezbędne znaczniki. Jak widzicie zawartość obfituje w nowości i dodatkowe elementy uzupełniające zbiory.

“Szarlatani z Pasikurowic. Znachorzy” to DODATEK do gry i bez podstawowej wersji nie pogramy. Planszówka skierowana jest dla dzieci od 10 roku życia i dla 2-5 graczy.

Jedna rozgrywka powinna zająć około 45 minut, choć nam zajmuje nieco dłużej. Lubimy się nią delektować. Jeśli gramy z dodatkiem “Szeptuchy”, rozgrywka także wygląda nieco inaczej. Tutaj mamy już nieco więcej możliwości działania więc działamy! Regrywalność jest bardzo duża, nam się ta gra nie nudzi. Szczególnie uwielbiamy ryzykować i losować z woreczka składniki… oczywiście czasem się udaje, a czasem nasza warzona mikstura wybucha i klops. 

Jeśli zastanawialiście się kiedyś nad “Szarlatanami z Pasikurowic”, nie wahajcie się. My zachwycaliśmy się tą grą już od samej podstawki, a dodatki sprawiły, że jest jeszcze ciekawsza i daje naprawdę mnóstwo frajdy! 

[WSPÓŁPRACA BARTEROWA]

Biały Zamek” to gra, która przyprawia mnie o ból głowy. Czy to dobrze o niej świadczy? Jak najbardziej! Jest to planszówka wymagająca, ale jednocześnie prosta, zagmatwana, ale jednocześnie wcale nie taka trudna. Masło maślane? Być może, ale “Biały Zamek” to naprawdę bardzo fajna gra, która ma dla mnie jeden minus. Jest za krótka! :D

Znałam tę planszówkę zanim trafiła w nasze ręce i na stałe zagościła na stole, tudzież na podłodze. W zależności od dnia, rozumiecie. Jeśli macie stałe miejsce na granie – zazdroszczę! U nas jest to kwestia mobilna. Ale przecież ja nie o tym! 

“Biały Zamek” wygląda bardzo niepozornie już na pierwszy rzut oka. Bo niby co się może mieścić w takim małym pudełku? Samo dobro! Gra upchnięta jest po same brzegi, nie znajdziecie w niej powietrza, a same cudne komponenty. Dodatkowo jeśli lubicie japońskie klimaty – będziecie zachwyceni. Przenosimy się do okresu Edo, gdzie naszym zadaniem będzie wzmocnienie pozycji swojej rodziny poprzez umieszczanie jej członków na najbardziej opłacalnych stanowiskach w Białym Zamku Himeji. Jest to bardzo ważne zadanie, wszak trzeba zabezpieczyć przyszłość swojego klanu!

Aby wygrać, cóż… nie ma jednej właściwej drogi, ponieważ gra posiada elementy losowe. Ja próbowałam różnych strategii oraz taktyk, gra oferuje ich sporo. Ponadto nie mogę się też powstrzymać i kombinuję jak się tylko da, a ostatecznie kończę z tak śmieszną ilością punktów, że chce grać od nowa i od nowa. I tak kilka razy :D 

“Biały Zamek” przeznaczony jest dla 1 do 4 graczy od 12 roku życia, a jedna rozgrywka zajmuje około 80 minut. Przy dwóch osobach, które potrafią już grać, moim zdaniem czas się skraca. Jednak miałam przyjemność grać także w 4 osoby i nie jest już to takie przyjemne. Ciężko zaplanować ruch bo nigdy nie wiemy, co podbierze nam przeciwnik. Dużo w tej grze planowania, obserwacji i zbierania komponentów – coś co lubię najbardziej! Jednak sporo zależy także od kości, wylosowanych żetonów czy kart. Nigdy nie wiadomo co się trafi, dlatego gra nie jest powtarzalna i szybko się nie znudzi.

[WSPÓŁPRACA BARTEROWA] z wydawnictwem Portal Games.

Jeśli szukacie szybkiej, prostej i przyjemnej gry planszowej – dobrze trafiliście. Taką właśnie grą jest Patchwork od wydawnictwa REBEL. Zapraszam!

Gra “Patchwork”, którą widzicie na zdjęciach, przeznaczona jest dla dwóch graczy. Dla nas idealnie, ponieważ rozgrywka jest szybka, lekka i przyjemna. Instrukcję zrozumiałam za pierwszym podejściem, a uwierzcie mi, czasem trzeba szukać pomocy z zewnątrz. Kto gra w planszówki ten wie, że najgorszym etapem jest czytanie zasad. Zgodzicie się? :D Tutaj jednak poszło gładko, dlatego pierwszy plus już wleciał!

“Patchwork” to rozgrywka na około 30 minut, a zalecany wiek graczy to 8+. Zgadzam się z tym! Nie ma tutaj także bariery językowej, a jeśli lubicie gry typu “tetris” (fachowe określenie), myślę że ta logiczna gra przypadnie Wam do gustu. 

Zadaniem zawodników jest uszycie jak najpiękniejszej kołdry patchworkowej korzystając przy tym z porozrzucanych dookoła materiałów. Jeśli mieliście okazję kiedyś coś szyć pewnie wiecie, że nie jest to wcale takie proste! Na nieszczęście skrawki materiałów są nierówne i trzeba mocno się namęczyć, aby nasza praca okazała się kompletna. Aby wygrać trzeba zebrać jak największą ilość guzików, a ujemne punkty otrzymuje się za dziury w kołdrze. Proste? Brzmi prosto i miło! Jednak nie dajcie się zwieść, nasz przeciwnik może podbierać najlepsze skrawki, a nam zostawiać elementy niepasujące do niczego. 

“Patchwork” to nie tylko bardzo ładnie wydana gra, ale jej największym (jak dla mnie) plusem jest jej prostota, wykonanie, jasne i zrozumiałe zasady, a także długość rozgrywki. W sam raz na wieczorne granie, czy do popołudniowej kawy. 

Oczywiście kiedy mam na myśli, że gra jest prosta, nie znaczy to, że można w nią wygrać bez wysiłku. Trzeba starannie dobierać żetony materiałów, kontrolować planszę czasu, po której pionki nieubłaganie zbliżają się do końca i zaplanować rozmieszczenie skrawków. “Patchwork” rozbudzi Wasze logiczne myślenie w przyjemnej atmosferze lekkiej rywalizacji i miłych dla oka elementów.

Autorem gry jest Uwe Rosenberg. 

[WSPÓŁPRACA BARTEROWA]

SERIA GIER HELVETIQ OD IUVI GAMES

Te małe, urocze gry, charakteryzują się przede wszystkim prostymi zasadami, pięknymi ilustracjami i kompaktowymi wydaniami, które zabierzecie ze sobą wszędzie. Instrukcje są króciutkie, rozgrywka przyjemna i co ważne – krótka. W sam raz na kilka rund, lub jako przerywnik pomiędzy dłuższymi tytułami. 

Na zdjęciach widzicie dwie gry z serii HelvetiQ: Strato oraz Alpina. Zacznę może od Strato, które od razu kojarzy się z pogodą. Oczywiście że tak! Dla mnie ta gra jest… TRUDNA. Dobrze czytacie. Trzeba myśleć (o zgrozo, kto by się spodziewał) i podejmować odpowiednie decyzje, aby wspólnie wygrać. 

Strato to gra dla 1 do 4 osób, a przedział wiekowy to 8 – 99, czyli dla każdego! Jedna rozgrywka powinna zająć około 15 minut i w pełni się z tym zgadzam. Zadaniem graczy jest kontrolowanie pogody, a do tego będą nam potrzebne karty wyzwań, bez nich ani rusz. Do tego dostaniemy karty pogody, tornad oraz karty pomocy. Gra jest prosta, szybka i ma bardzo przyjemne dla oka grafiki. Wspólnie z innymi (lub w pojedynkę), będziecie zagrywać karty tak, aby manipulować pogodą na swoją korzyść. Każda grupa kart pogody ma swoje efekty, także bądźcie rozważni i uważajcie na tornado!

Jeśli chodzi o Alpinę, to nie wiem, która gra jest ładniejsza! W tym przypadku wybieramy się na wycieczkę do Szwajcarskiego Parku Narodowego, aby zachwycać się naturą. Wiecie, że to jest gra idealna dla mnie? TRZEBA ROBIĆ ZDJĘCIA i zdobywać za to punkty! Lepiej trafić nie mogłam! Oczywiście nie ma lekko, bo realizacja warunków z kart to nie takie hop siup, ale czego nie robi się dla doskonałego ujęcia? 

Alpina to karcianka dla 2 do 4 graczy w wieku 8 – 99 lat. Jedna rozgrywka powinna zająć około 20 minut. Bardzo polubiłam się z grami z serii HelvetiQ z prostych przyczyn: są łatwe, pięknie wydane i przede wszystkim krótkie. Czas to towar deficytowy i choć uwielbiamy grać, to najzwyczajniej w świecie brakuje na to godzin.

[WSPÓŁPRACA BARTEROWA]

Emocje to ciężki kawałek chleba, a emocje dzieci jeszcze cięższy. Dzisiaj przychodzę do Was z książkami od wydawnictwa Jedność dla dzieci i są to “Od kłótni do zgody. Jak radzić sobie z konfliktami” oraz “Moc wrażliwości. Opowieść dla wszystkich, którzy czują mocniej i więcej”. 

Obie pozycje są bardzo w porządku, a ta o wrażliwości jest nam bliska, ponieważ mam temat jest mi niezwykle bliski. Nie będę wdawać się w szczegóły, ale przy wrażliwości nie jest lekko, trzeba starać się dwa razy mocniej, rozmawiać i przede wszystkim starać się zrozumieć. Dzieciom wrażliwym jest trudniej i książka także o tym opowiada, opowiada także o dziadku, który pociesza swoją wnuczkę, że kiedyś będzie prościej. Tak, dorośli rozumieją więcej, ale trzeba pomóc dzieciom przez to przejść, co nie jest łatwą drogą. “Moc wrażliwości” czytało mi się dobrze, napisana jest przyjemnym językiem, nic mi nie zgrzytało, a cała książka jest zrozumiała i treściwa. Ilustracje przypadły nam do gustu, są delikatne i nie przytłaczają. 

“Od kłótni do zgody. Jak radzić sobie z konfliktami” to pozycja o przyjaciołach, którzy niestety się pokłócili i to nie byle jak. Kto z nas się nie kłóci? To naturalne, ale trzeba pamiętać, aby później się przeprosić. Nie każdy to potrafi, to trudna sztuka, bo kto niby pierwszy ma przyznać się do błędu? Szczególnie trudno zrozumieć to dzieciom, ale czy dorosłym też tak łatwo to przychodzi? Chyba nie zawsze. Niemniej książka podpowiada jak radzić sobie w trakcie kłótni, podpowiada o jakich zasadach pamiętać, ale podczas kłótni wszystkie hamulce puszczają. Wtedy emocje biorą w górę i choć chciałoby się pamiętać o tym, aby się nie przekrzykiwać, nie mówić jednocześnie i tak dalej, to… jest to trudne. Jednak kiedy emocje opadną, warto przemyśleć wszystko na spokojnie i wyciągnąć wnioski. 

Obie książeczki są życiowe i pomocne, odpowiednie dla dzieci w każdym wieku. 

[WSPÓŁPRACA BARTEROWA]

Kto lubi czytać komiksy, ręka w górę!

W tym wpisie, chciałabym pokazać Wam trzy różne komiksy od Egmont Polska i Świat Komiksu. Są to: “Emma i Wioletta. Romeo i Julia” tom 7, “Nauka z komiksem. Galaktyka i planety. Podbój kosmosu” tom 3 oraz “Księga Dżungli”, pochodząca z serii Disney Klasyczne Baśnie. 

Każdą z tych serii znacie już z mojego konta, ponieważ pojawiały się u mnie od pierwszych tomów, a że są to kolejne części, nie będę Wam zdradzać fabuły. Oczywiście nie dotyczy to Księgi Dżungli, którą doskonale znacie, chociażby ze słyszenia. “Nauka z komiksem” pojawiła się u mnie całkiem niedawno, a ta część różni się oczywiście treścią, kreska i motyw jest bez zmian. Ta seria jest dla mnie bardzo wartościowa i moim zdaniem dotrze do dzieci w wieku szkolnym, które borykają się z nadmiarem drętwego materiału proponowanego w podręcznikach. Ponadto te komiksy to nie tylko wiedza, ale także wciągająca i ciekawa historia. W “Podboju kosmosu” Wielka Szóstka będzie musiała stawić czoła UFO, a wszystko to w otoczeniu podróży kosmicznych i kosmosu.

“Emma i Wioletta” to historia dwóch sióstr związanych z tańcem. Dziewczyny są nastolatkami i przeżywają nastoletnie przygody, pierwsze miłości, zauroczenia, problemy związane z pasją, szkołą i przyjaciółmi. Porusza ważne tematy związane z wyborami, rozterkami i wątpliwościami, jakie nachodzą każdego z nas, a w szczególności młode osoby, dopiero szukają swojej życiowej drogi. Ta część skupia się na uczuciach i ciężkich decyzjach, przed którymi staną obie siostry.

Jeśli chodzi o komiks “Księga Dżungli” to napiszę tylko tyle, że bardzo lubię te Seria jest pięknie wydana, skromnie, ale barwne i wyraźne ilustracje mają w sobie wiele uroku. Klasyczne Baśnie sprawdzą się w każdym wieku, nie ma tutaj żadnych ograniczeń! Z sentymentem przeczytają dorośli, a dzieci będą miały okazję poznać Disneya w nowej odsłonie. wydania. Uwielbiam bajki Disneya w każdej postaci, ale komiksową dopiero poznaję.

[WSPÓŁPRACA BARTEROWA]

Tym razem chciałam Wam pokazać trzy komiksy dla najmłodszych czytelników od wydawnictwa Egmont Polska, Świat Komiksu. Są to “Wspólne życie”, “Pan Borsuk i pani Lisica. Jestem sobą” oraz “Dziobak Toto i kryształowe siostry”. Uwielbiam wszystkie te komiksy, a pochodzą one z serii “Mój pierwszy komiks 5+”. Zgadzam się z tym stwierdzeniem przy Rodzinie Borsuków i Lisów, ale przy Toto mam pewne obawy, ponieważ kreska jest dość specyficzna i miejscami może być straszna dla pięciolatków. Dla mnie jest genialna, mroczna, niepokojąca, podobnie jak sama fabuła. Ale wiadomo, każde dziecko jest inne, a to są tylko moje przemyślenia. Niemniej, seria o dziobaku Toto ma specjalne miejsce w moim sercu właśnie na swoją wyjątkowość i nietuzinkowość.

Komiksy o uroczej i ciepłej rodzince Borsuków i Lisów zdecydowanie mogę polecić do czytania z dziećmi na początek. Każdy komiks niesie ze sobą mądre przesłanie, kreska i ilustracje są bardzo ciepłe, przyjemne dla oka i jasne, a historie wciągające i proste. Pokazują, że warto jest być sobą, jak żyć w grupie, porusza ważne tematy i opowiada o szczególnych wartościach, które przydadzą się w życiu codziennym. Ta niecodzienna rodzinka ma wiele zabawnych przygód, ale nie obejdzie się bez zgrzytów i kłótni, jak to w życiu bywa. Ale dzięki mądrym rodzicom i ich radom oraz naukom, dzieciom z pewnością prościej będzie zrozumieć otaczający ich świat. Rodzina jest liczna i niespotykana, dlatego mierzą się z różnymi problemami. Na szczęście wszystko da się rozwiązać i wychodzi im to doskonale.

Natomiast jeśli chodzi o dziobaka Toto… oj tym razem nie było miło. Pogniewał się na swoich najlepszych przyjaciół, powiedział o kilka słów za dużo, a wszystko przez sen i kryształowe siostry, które nie zdążyły dokończyć swojej myśli. Przygoda go wzywa, a on jest w potrzasku! Toto ma fantastycznych przyjaciół, a ta mieszanka to doskonałe połączenie osobowości.

[WSPÓŁPRACA BARTEROWA]

Jeśli lubicie rośliny maści wszelakiej, ta gra może się Wam spodobać! Oczywiście nie jest to żaden wyznacznik, ale zawsze bliżej zainteresowań i pasji. Dzisiaj przychodzę do Was z kolejną grą planszową, która na stałe zagości na naszym stole. “Bonsai” od wydawnictwa FoxGames to przepiękna gra abstrakcyjna (czyli taka pozbawiona fabuły, a opierająca się na strategii i podejmowanych przez gracz decyzjach). Naszym zadaniem będzie stworzenie najpiękniejszego drzewka Bonsai, a do tego użyjemy niezbędnych żetonów.

“Bonsai” jest kolorową, prostą, szybką i niezwykle komfortową grą. Nie ma tutaj żadnej interakcji z innymi graczami, poza dobieraniem kart, które niechcący możemy komuś podebrać. Aby nasze drzewko rosło, owocowało czy miało piękne kwiaty, będziemy używali do tego kart, aby uzyskać dodatkowe ruchy i żetony (faza medytacji) lub powiększać bonsai o dodatkowe kafelki (faza kultywacji). I w zasadzie tyle! Jak widzicie, brzmi banalnie i takie też właśnie jest. Instrukcja klarownie wyjaśnia całą rozgrywkę, nie będziecie mieć z niczym problemów. Aby wygrać trzeba zbierać płytki celów, które mniej więcej podpowiedzą jak kształtować nasze drzewko.

“Bonsai” to gra skierowana dla 1-4 graczy od 8 roku życia. Jedna rozgrywka powinna zająć około 40 minut.

Jeśli macie ochotę zagrać samodzielnie, gra zaproponuje Wam gotowe scenariusze. “Bonsai” to lekka planszówka. Nie zmęczy Was złożonością, a odpręży i zrelaksuje. Jakość wykonania jest bardzo dobra, nie mam się do czego przyczepić. Wszystkie elementy są solidne, kolorowe i urocze. Nam gra się bardzo dobrze, mąż uwielbia drzewka bonsai więc klimatycznie to strzał w dziesiątkę. Grę rozkłada się szybko, szybko się też pakuje, a wiem czasem jakie to ważne, szczególnie przy ograniczonym czasie wolnym. My jesteśmy na tak! Relaks przy “Bonsai” jest doskonały.

[WSPÓŁPRACA BARTEROWA] z wydawnictwem FoxGames.