Author

Nolijka

Browsing

To niewielkich rozmiarów, niewinnie wyglądające pudełeczko, skrywa w sobie bardzo fajną grę już dla najmłodszych miłośników gier planszowych! Potwory i stwory od wydawnictwa Alexander to kolorowa i przyjemna gra, nie tylko dla miłośników potworów. Zapraszam!

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 5 roku życia i dla dwóch i więcej zawodników.

ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA I WYKONANIE

W pudełku znajdziemy 36 kart z kolorowymi potworkami, kostkę klepsydrę i notes. Jeżeli chodzi o karty to wykonano je z grubszego kartonu, ilustracje są bardzo ładne, kolorowe i wyraźne, a potworki wyglądają uroczo potwornie. Kostki także są porządne, jednak w niektórych miejscach nadrukowane na nich obrazki są poprzecierane, ale tak było już od nowości. Niestety nie wiem czy przy długim i intensywnym użytkowaniu się nie wytrą. Póki co dobrze nam służą i nic się z nimi nie dzieje. Wzory są wyraźne, a moja córka rozpoznaje je bez problemu.

JAK GRAĆ?

Potwory i stwory mają bardzo proste zasady, a najbardziej będziemy potrzebować zręczności, spostrzegawczości i naszej czujności! Kiedy pierwszy gracz rzuci kostkami z trzema cechami potworów (kształt, kolor i wzór), musi jak najszybciej wypatrzeć go we wszystkich rozłożonych i widocznych dla wszystkich zawodników kartach. Jeżeli uda mu się znaleźć go przed upływem czasu w klepsydrze – zabiera go. Jeżeli wypatrzy go u innego zawodnika, zanim ten zdąży zasłonić go kartą, również zabiera go do siebie.

Gra kończy się w momencie, kiedy wszystkie karty znikną ze stołu, a wygrywa osoba, która zdobędzie jak najwięcej kart.

W wariancie „punkty do notesu” ustalamy wcześniej ilość punktów potrzebną do zwycięstwa i znalezionych potworków nie zabieramy do siebie, a jedynie odkładamy w inne miejsce. Wygrywa gracz, który jako pierwszy osiągnie ustaloną wcześniej ilość punktów.

PODSUMOWANIE

Potwory i Stwory od wydawnictwa Alexander to ciekawa propozycja dla najmłodszych graczy, jednak jest tutaj bardzo mocny elementy rywalizacji – podbieranie sobie potworków może się źle skończyć :D Oczywiście nigdy nie musi do tego dojść, jeśli dzieci będą szybkie i spostrzegawcze, ale wiadomo jak to z dzieciakami bywa. Wiem na pewno, że moja córka nie pozwoliłaby zabierać SOBIE potworków, ale z dziką ochotą zabierałaby je wszystkim innym zawodnikom. Dlatego my ten element rywalizacji po prostu ominęliśmy i póki co gramy sobie w spostrzegawczość i szybkość. Na rywalizację przyjdzie czas, nie wprowadzam niepotrzebnych awantur podczas gry, która ma zapewnić rozrywkę i radość. Z notesu także nie korzystamy, póki co prowadzimy lekką i przyjemną grę.

Potwory i Stwory bardzo się Lili podobają, po pierwsze – lubi stwory, kostki, a proste zasady sprawiają, że chętnie sięgamy po tę pozycję. Bez problemu rozpoznaje wszystkie kształty i wzory i łączy je z odpowiednimi kartami.

Grę polecam dla dzieci od 5 roku życia, młodszym jedynie do luźniej zabawy ze względu na rywalizację. Jeżeli dzieciaki nie mają z tym problemu i uwielbiają podbierać sobie cenne karty – ta gra świetnie się u Was sprawdzi! Oczywiście w wariancie „Punkty do notesu” nie ma walki o karty i punkty, ale potrzebna jest tutaj osoba, która potrafi już pisać i będzie zapisywała punkty w notesiku. Oczywiście można punkty zamienić na kropki, kółeczka, czy co tam dzieci potrafią już rysować i na koniec zliczyć narysowane elementy. Dlatego każdy znajdzie coś dla siebie bez konieczności zmieniania i naginania zasad. Potwory i Stwory oferują zabawę dla każdej grupy i charakterów.

Za grę do recenzji, bardzo dziękuję wydawnictwu Alexander.

Uwielbiam tę grę. Dlaczego? Bo jestem w niej dobra! TAK! Bardzo szybko ją opanowałam, jednak nie jestem oczywiście w stanie zapamiętać wszystkich ułożeń, ponieważ jest to po prostu niemożliwe. Ale! Zazwyczaj w niej wygrywam i dlatego jest taka super! A tak na poważnie, PAPUA od wydawnictwa Egmont, to bardzo fajna gra, w której musimy myśleć szybko, aby pokonać rywala.

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 8 roku życia i dla 2 do 4 graczy. Jedna rozgrywka powinna zająć orientacyjnie 25 minut.

ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA I WYKONANIE

W środku znajdziecie mnóstwo elementów! 32 karty z dwustronnymi planszami zadań o dwóch poziomach trudności, kolorowe pionki, 52 kafelki mostów do układania na naszych planszach, żetony, spinner oraz kostka – tak prezentuje się środek. Pudełko jest duże, piękne i ciężkie! Do jakości wykonania nie mam absolutnie żadnych uwag. Papua bardzo mi się podoba, zarówno wizualnie jak i rozrywkowo.

JAK GRAĆ?

Zasady są bardzo proste i do zrozumienia w kilka chwil. Celem gry jest połączenie wysp kafelkami mostów i drogą startową, aby stanowiły spójną całość. Każda połączona wyspa daje zawodnikowi jeden punkt zwycięstwa, a gracz który zdobędzie wszystkie wyspy otrzymuje żeton bonusowy z dodatkowymi punktami.

Każdy z graczy bierze jedną planszę z zadaniem i obraca ją na ustalony wcześniej poziom trudności (A – łatwy i B – trudny). Jeżeli mamy już przed sobą swoje mosty (po 13 dla każdego zawodnika), jedna osoba rzuca kostką, która wskazuje drogę startową. Wszyscy jednocześnie układają swoje mosty, a gracz, który połączy całość jako pierwszy, woła „PAPUA!” i w tym momencie gra się zatrzymuje.

Gra kończy się po 8 rundach, a zwycięzcą jest osoba, która zdobyła najwięcej punktów. Gra oferuje także łatwiejszy wariant rozgrywki, szczegółowo opisanej w instrukcji. Potrzeba nam do tego spinnera z symbolami.

PODSUMOWANIE

PAPUA od wydawnictwa Egmont to świetna, lekka i przyjemna gra dla całej rodziny. My póki co gramy we dwoje, ale na chwilę obecną wystarcza nam to w zupełności. Każdy i tak układa swoją planszę, a i tak już wystarczająco dużo stresu dodaje zerkanie kątem oka na przeciwnika kiedy wydaje mi się, że ten już prawie kończy! Nic bardziej mylnego bo czasem wystarczy ułożyć jeden most źle i wszystko musimy zaczynać od nowa. Dlatego nie ma co sugerować się szybkością innych i skupić się tylko na swojej planszy z wyspami.

Jak już wspominałam Papua bardzo mi się podoba, nie tylko wizualnie, ale także grywalnie. Bardzo lubię rywalizację w grach, a kiedy dodatkowo świetnie sobie w radzę, dana pozycja plasuje się w moich ulubionych. Przecież to logiczne, prawda? :D Bardzo fajne jest to, że do wyboru mamy dwa poziomy trudności, ale przyznam szczerze, że ciągle ogrywamy poziom trudniejszy. Czasem trasy w ogóle nie sprawiają nam problemów i jesteśmy w stanie ułożyć je kilka chwil, a czasem ułożymy zaledwie jedną wyspę i nigdzie nie widzimy kolejnych możliwości.

Papua jest podchwytliwa, cwana i naprawdę nie jest to prosta gra. Jednak im więcej układamy, tym prościej jest nam się później skupić i szybciej ułożyć daną planszę z zadaniami. Na każdej z nich mamy aż cztery drogi startowe, więc czeka nas naprawdę mnóstwo układania i świetnej zabawy!

Za grę do recenzji, bardzo dziękuję wydawnictwu Egmont.

Jeżeli lubicie układanki, w które będziecie musieli nieźle pogłówkować, to QUARTIS jest dla Was! Gra ma tak niewiele elementów, że z powodzeniem zabierzecie ją ze sobą wszędzie, a dzięki dużym elementom, na pewno nigdzie się nie zawieruszy. Z pozoru banalna, bo przecież co trudnego może być w czterech kwadratach? Przekonajcie się sami!

Gra „Quartis” od wydawnictwa Alexander przeznaczona jest dla dzieci od 7 roku życia i dla 2 do 6 graczy.

ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA I WYKONANIE

W przypadku tej gry naprawdę będzie to krótkie. W pudełku znajdziemy 4 dwukolorowe kafelki, karty oraz klepsydrę. Kafelki są wspaniałe – grube, solidne i błyszczące. Bardzo je lubię! Wyglądają na niezniszczalne, a o karty jak to karty, należy dbać.

JAK GRAĆ?

Celem gry Quartis jest pozbycie się wszystkich swoich kart. Nie jest to takie proste, ponieważ w międzyczasie, kiedy nie mamy ruchy, będziemy dobierać nowe. Każdy z graczy zaczyna od 5 kart na ręce. Pierwszą kartę z kupki odwracamy i według niej układamy figurę startową, od której zacznie się rozgrywka. W zestawie znajdziemy klepsydrę, z której możemy, ale nie musimy skorzystać. Do dyspozycji mamy także aplikację. My na początku graliśmy bez czasu, ponieważ i tak było to stresujące :D.

Pierwszy z graczy może wykonać jedną z trzech dostępnych akcji: obrócić któryś z kafelków na drugą stronę zmieniając tym samym jego kolor, przemieścić kafelek zmieniając jego kolor, lub przemieścić kafelek nie zmieniając jego koloru, a jedynie położenie. Jeżeli podczas wykonywania którejś z tych akcji graczowi nie uda się ułożyć żadnej z figur znajdujących się na jego kartach, dobiera on dodatkową kartę. Kolejka przechodzi na kolejnego gracza.

Gra kończy się w momencie, kiedy jeden z zawodników pozbędzie się wszystkich swoich kart lub kiedy skończą się karty na stole.

PODSUMOWANIE

Zasady są proste, ale sama rozgrywka już nie do końca. Poza logiką znajdziemy w niej także rywalizację, a że my kochamy takie gry, Quartis świetnie się u nas sprawdziło. Kiedy zobaczyłam tylko cztery kafelki, mocno się zdziwiłam, ale kiedy przeczytałam instrukcję, mina mi zrzedła. Nie jestem najlepsza w gry logiczne, ale twardo w nie gram, ponieważ sprawiają mi ogromną przyjemność, a wygrane dziką satysfakcję! Kiedy karty nam sprzyjają, a przeciwnik nieświadomie bardziej nam pomaga niż przeszkadza, możemy zwyciężyć naprawdę bardzo szybko. Jednak los nie bywa zbyt łaskawy i zamiast mieć na ręce 2-3 karty, ja potrafię mieć 10. Niestety figury są od siebie tak rożne, że ciężko w jednym bądź dwóch ruchach doprowadzić do ułożenia potrzebnej nam figury. Dodatkowo jest tutaj wrogi zawodnik, który skutecznie dąży do ułożenia swoich kart więc rozgrywka jest naprawdę zawzięta. Niestety nie miałam przyjemności zagrać w tę grę w więcej osób, ale wyobrażam sobie, że wtedy jest bardzo, bardzo wesoło.

Mało? Możecie skorzystać z klepsydry lub aplikacji i grac na czas! Wtedy nie wiadomo na co patrzeć, na kafelki, na posunięcie przeciwnika, na swoje karty, czy na upływające sekundy.

Quartis od Alexandra to bardzo fajna, przyjemna gra logiczna z elementem rywalizacji, którego nie da się tutaj w żaden sposób uniknąć. Dodatkowo w zestawie znajdziemy kilka specjalnych kart, aby jeszcze bardziej pokrzyżować plany rywala i ułatwić sobie rozgrywkę.

Wielkim plusem jest to, że gra zmieści się w małym woreczku, który zabierzemy ze sobą wszędzie. Zasad można nauczyć się w kilka chwil, a losowość zapewni nam naprawdę mnóstwo rozgrywek.

Za grę do recenzji, bardzo dziękuję wydawnictwu Alexander.

Jeżeli szukacie ciekawych gier dla maluchów to właśnie trafiliście na jedną z nich! „Gwarna farma” od Adamigo to bardzo prosta rodzinna gra karciana z niewielką ilością elementów i bardzo ładnymi ilustracjami. Nie tylko do wspólnego grania, ale także do zabawy z maluchami w naśladowanie odgłosów! Zapraszam!

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 3 roku życia i dla 2 do 4 graczy, ale moim zdaniem, maluchy spokojnie mogą używać Gwarnej farmy w roli zabawy.

ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA I WYKONANIE

W środku znajdziemy aż 112 kart ze zwierzętami, stodołę oraz 4 płotki. Karty są bardzo solidne, wykonane z grubszego papieru, a ilustracje przyjemne dla oka i kolorowe. Stodoła i płotki zrobione są z grubszego kartonu. Z pewnością posłużą na dłużej. Tutaj nie ma się co rozwodzić, całą zawartość opakowania możecie zobaczyć na zdjęciach :)

JAK GRAĆ?

Celem gry jest zdobycie przez graczy jak największej ilości kart ze zwierzakami do swojej zagrody. Aby tego dokonać, zawodnik musi wykazać się zręcznością oraz spostrzegawczością, a także pamiętać o wykonaniu odpowiedniego dźwięku zwierzaka! Gracze po kolei odsłaniają po jednej karcie i układają je dookoła stodoły. Jeżeli w którymś momencie pojawią się na różnych kartach trzy takie same zwierzęta, zawodnik jak najszybciej musi wykonać odpowiedni odgłos, a następnie położyć rękę na stodole. Zwycięzca zgarnia wszystkie karty z trzema takimi samymi zwierzakami. Gra kończy się w momencie, kiedy ze stosu znikną wszystkie karty.

UWAGA! Jeśli gracz pomyli się, za karę będzie musiał oddać dwie karty ze swojej zagrody i odłożyć je do pudełka.

Wersja dla najmłodszych jest nieco uproszczona – gramy do dwóch takich samych zwierzątek i wybieramy karty z pojedynczymi ilustracjami zwierzaków. Oczywiście możemy ją modyfikować na dowolny sposób, bo akurat Gwarna Farma jest bardzo prosta, dzięki czemu daje nam wiele możliwości.

PODSUMOWANIE

Gwarna farma” to bardzo fajna gra skierowana dla najmłodszych graczy, sprawdzi się jako jedna z pierwszych, prostych gier, ale jest w niej element rywalizacji i przy wyborze należy zwrócić na to szczególną uwagę. Nie znajdziecie w niej skomplikowanych zasad, a myślę, że nikt nie obrazi się, jeśli nagniecie je trochę według własnej woli, bawiąc się choćby w samo naśladowanie odgłosów zwierząt. Gracze będą musieli wykazać się spostrzegawczością, refleksem, a także znajomością wszystkich odgłosów, jakie robią dane zwierzaki.

W „Gwarną farmę” z powodzeniem można grac także w pojedynkę, tak jak my, ot nie ma absolutnie żadnej konkurencji, ale też trzeba się skupić, aby nie rozłożyć nagle 20 kart i nie zebrać żadnych kart! Najfajniejszym elementem gry jest oczywiście wydawanie odgłosów, co sprawia największą frajdę, poza zbieraniem kart do swojej zagrody.

Gwarna farma” nie jest grą kooperacyjną, dlatego młodsze dzieci mogą się lekko denerwować, kiedy to przeciwnik sprzątnie im sprzed nosa takie same zwierzaki, a oni nie zdążą zareagować. Dlatego polecam ją graczom nieco bardziej zaawansowanym, lub stworzyć jedną kupkę zwycięstwa i wspólną zagrodę. Oczywiście nie uważam, że rywalizacja w młodszym wieku to coś złego – zdaję sobie sprawę, że niektóre dzieciaki jeszcze do tego nie dorosły, więc nie warto ich zniechęcać, a po prostu jakoś ominąć tę kwestię lub inwestować póki co w gry jednoosobowe lub kooperacyjne.

Cześć! Dzisiaj przychodzę do Was z gra, która moim zdaniem świetnie sprawdzi się w większej grupie dzieci – jak sama nazwa wskazuje – w przedszkolu! „Zabawy przedszkolaka” od Adamigo kryją w pudełku mnóstwo kart z ilustracjami, a zadania są proste i wymagające jednocześnie. Dzieci wspólnie mogą się przy niej dobrze bawić i wspólnie szukać rozwiązań.

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 3 do 7 roku życia i dla 1 do 8 graczy.

ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA I WYKONANIE

W środku pudełka znajdziemy mnóstwo elementów! Jest w nim AŻ 192 tafelki z ilustracjami, 16 dwustronnych kart z propozycjami zabaw, 20 dwustronnych kart z sekwencjami, drewniana kostka i woreczek. Gra jest bardzo dobrze wykonana, tafelki z pewnością przetrwają niejedno. Jest ich tak dużo, że wypychanie ich to było prawdziwe wyzwanie!

JAK GRAĆ?

Zadania są przeróżne i wszystko jest wytłumaczone na załączonych w zestawie kartach. Zadania uczą łączenia w pary, logicznego myślenia, ćwiczą pamięć, spostrzegawczość oraz koncentrację. Ponadto na kolejnych kartach znajdują się ciągi logiczne, a zadaniem gracza jest ułożenie tafelków w odpowiedniej kolejności. Obrazków jest mnóstwo i znajdziemy w nich pogodę, owoce warzywa, figury geometryczne, pojazdy, zwierzęta, ubrania. Dzieci mogą bawić się wspólnie lub samodzielnie, jak komu wygodnie. Mogą się wspierać i sobie pomagać. Kart jest tak wiele i są tak różne, że zabawy można wymyślać samemu! Ponadto w zestawie znajdziemy czerwony woreczek, który dodatkowo urozmaici grę oraz dużą, drewnianą kostkę. Nie trzeba szukać instrukcji do gry, ponieważ wszystkie zadania są na kartach, jak już wcześniej wspominałam. Dzieci nie muszą w niej rywalizować, a punktacja jest tylko w niektórych zadaniach i można ją oczywiście pominąć i bawić się we wspólnej grupie.

PODSUMOWANIE

Zabawy przedszkolaka” od Adamigo to bardzo interesujący zestaw dla dzieci w wieku przedszkolnym, który uczy logicznego myślenia, budowania ciągów, klasyfikacji przedmiotów, układania w grupy i szeregi, a także wielu innych rzeczy. Moim zdaniem świetnie sprawdzi się w większej grupie nie tylko ze względu na świetne wartości, które ma w sobie, ale także na ilość elementów! Kiedy rozłożyłam wszystkie na stole, w ogóle się nie zmieściły i zachodziły jeden na drugi. Ta gra to pole do popisu dla przedszkolaków, a nasz egzemplarz trafi do grupy mojej córki. Uważam, że w grupie lepiej z niego skorzysta i będzie mogła bawić się w nią wspólnie ze swoimi kolegami i koleżankami z przedszkola. A ogromnym plusem jest to, że jednocześnie może grać w nią 8 osób!

„Zabawy przedszkolaka” mają ogromny potencjał i z pewnością spodobają się dzieciakom w wieku przedszkolnym. Proste zasady, kolorowe ilustracje, dodatkowe elementy w postaci woreczka i kostki zachęcą do wspólnej zabawy zarówno w grupie jak i w domowym zaciszu.

Cześć! Dzisiaj przychodzę do Was z idealną grą dla książkomaniaków! Ta przepięknie wydana gra rodzinna od Rebel, od razu skradła nasze serca i naprawdę bardzo nam się spodobała. Pewnie też dlatego, że kochamy książki i niebawem będę musiała wynająć dom na kolejne, bo już się nam wysypują. Zapraszam!

„Opowiadanki” przeznaczone są dla dzieci od 5 roku życia i dla 2 do 6 graczy. Jedna rozgrywka powinna zająć orientacyjnie 20 minut.

ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA I WYKONANIE

W środku znajdziemy solidnie wykonaną książeczkę z przeźroczystymi kieszonkami (trzeba na nie uważać, są bardzo delikatne), karty opowieści, mnóstwo kart ze zwierzakami, planszę do punktów i głosowania, żetony oraz znaczniki graczy w 6 różnych kolorach. Gra wykonana jest bardzo porządnie, poza cieniutkimi kieszonkami, do których będziemy wkładać nasze karty. Radzę, aby robiła to osoba dorosła, bo małe rączki mogą to zrobić ciut za mocno i po prostu rozerwać.

O CO W TEJ GRZE CHODZI?

Na początku wybieramy narratora opowieści, którego zadaniem będzie odczytywanie kart (normalnie bierze udział w grze). Naszym zadaniem jest podążanie za wybraną opowieścią z kart i wybieranie pasujących do niej kart ze zwierzętami. Bohaterami będą wyróżnione w tekście postaci, do których jak najlepiej będziemy dopierać zwierzaki. W podstawowym wariancie posłuży nam do tego plansza do głosowania. Każdy z zawodników proponuje swojego kandydata, a podczas głosowania wyłaniamy zwycięzcę i wkładamy go do kieszonki w książce. Jeżeli to nasz bohater zostanie wytypowany, zdobywamy punkt i przesuwamy się po planszy.

W trybie dla najmłodszych graczy, do zabawy potrzebujemy tylko książki i kart i gramy na zasadzie zabawy. Wspólnie wybieramy najbardziej pasujące do fabuły postaci.

PODSUMOWANIE

„Opowiadanki” ogrywaliśmy już wiele razy i za każdym razem świetnie się przy tym bawimy. Zazwyczaj sprawdza się u nas luźny tryb dla najmłodszych i tylko dla zabawy używamy toru do liczenia punktów, bo Lili lubi przesuwać pionki i jest do dodatkowa atrakcja, nawet jeśli nie używamy jej we właściwy sposób. Zaskakują mnie jej wybory zwierzaków, ponieważ zazwyczaj wybrałabym bardzo podobnie. Oczywiście czasem kombinacje są komiczne i otrzymujemy niebywałe połączenia charakterów i wyglądu. Ale przecież chodzi o zabawę, prawda?

„Opowiadanki” polecam każdemu miłośnikowi książek i opowieści, ale oczywiście nie tylko! Gra przeznaczona jest dla dzieci od 5 roku życia, ale w trybie dla najmłodszych spokojnie poradzą sobie już 4 latki. Gra jest przepięknie wydana, ilustracje są cudowne! Nie mogę się na nią napatrzeć i za każdym razem przenosi mnie w fantastyczny świat opowieści. Dodatkowym plusem jest to, że nowe historie możemy stworzyć sami. Nie ma w tym nic trudnego! Wystarczy wyciąć karty w podobnym rozmiarze i stworzyć opowieść. Jest to także świetna alternatywa dla starszych dzieci, które kochają bajki i będą miały możliwość, aby się wykazać i urozmaicić swoją grę.

Cześć! Lubicie wyścigi? Lubicie sporo negatywnej interakcji? Lubicie mieszanie, kombinowanie i losowość? Jeżeli TAK to ta gra będzie dla Was IDEALNA! „Królewski wyścig” od Muduko zdecydowanie zostanie jedną z moich ulubionych gier. Jesteście ciekawi dlaczego? Zapraszam!

Królewski wyścig” przeznaczony jest dla dzieci od 7 roku życia i dla 2 do 4 graczy. Jedna rozgrywka powinna zająć orientacyjnie 15 minut. Jest to gra rodzinna.

ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA I WYKONANIE

Wszystkie elementy gry są naprawdę solidnie wykonane. Nie ma się tutaj nad czym za bardzo rozwodzić – jest ładnie, dobrze i kolorowo. W środku znajdziemy 5 grubych plansz do naszego wyścigu, pionki biegaczy, 4 kostki, żetony zwycięstwa oraz żetony punktów.

O CO W TEJ GRZE CHODZI?

Gra na pierwszy rzut oka wydaje się prosta i banalna, do zrozumienia w 5 minut. I tak właśnie jest! Rozkładamy planszę według własnego uznania, pamiętając o tym, aby ścieżki się łączyły i aby zawsze na naszym torze wyścigowym znajdowały się trzy jeziorka. Rozkładamy żetony punktów, a żetony zwycięstwa dzielimy równo pomiędzy wszystkich zawodników. Pionki biegaczy ustawiamy na starcie i zaczynamy! Wszystko zależy od naszej szczęśliwej ręki i od kostek, które bywają baaardzo kapryśne. W grze do dyspozycji mamy aż 6 różnych akcji. Jeżeli wyrzucimy takie same akcje, niestety możemy skorzystać tylko z jednej. Czyli czasem bywa tak, że akcji mamy naprawdę niewiele. Większość z tych akcji służy do przeszkadzania i naprawdę uwielbiam je wszystkie. Można kraść żetony zwycięstwa, usypiać przeciwników, wrzucać ich do jeziora i do woli manewrować nimi po planszy (o ile szlachetne i dobrotliwe kości na to pozwolą). Wspaniała gra!

Jako że jest to wyścig, gra kończy się w momencie, kiedy 4 pionki biegaczy danego gracza znajdą się na mecie. Ale weźcie pod uwagę to, że wcale nie oznacza to zwycięstwa. PAMIĘTAJCIE O TYM I NIE DAJCIE SIĘ ROBIĆ TAK JAK JA! Bo wszystko rozchodzi się o punktację, z którą różnie to bywa.

PODSUMOWANIE

Królewski wyścig” od Muduko bardzo przypadł nam do gustu z tego względu, że jest tam wiele negatywnej interakcji. My uwielbiamy takie gry, a w niej jest mnóstwo okazji do tego, aby sobie przeszkadzać. Kiedy w końcu uda się wyjść z jeziorka, to nagle zapadasz w sen. I tak w kółko. Jeziorko, spanko, bieg. Jeziorko, spanko, budzenie, jeziorko. Kradzież monet i nagle okazuje się, że została ci jedna moneta, a punktacja płacze i znowu przegrywasz. W tej grze trzeba być cwanym, przebiegłym, sprytnym, wrednym i złośliwym! A przede wszystkim liczyć na to, że za każdym razem kości będą nam przychylne. Losowość jest tutaj ogromna, bo naprawdę wszystko zależy od kości, a później od nas i jak nimi pokierujemy. Trzeba pamiętać, że możemy kopiować akcje i nie zapominać o tym (zdarzało się!). I trzeba pilnować przeciwnika, aby za bardzo się nie rozbiegł na naszej planszy, bo nagle się okaże, że jesteśmy daleko w tyle i tyle z tego wyścigu będzie. Oczy dookoła głowy, ciche szepty o dobre kości i powinno pójść z górki. Bardzo polecam Wam tę grę, jest bardzo wesoła, prosta i wbrew pozorom nie aż taka szybka. Chociaż pewnie za jakiś czas i po milionie rozegranych partii, zajmie nam w końcu te orientacyjne 15 minut.

Cześć! Jeżeli jesteście miłośnikami mruczących futer, ta gra zdecydowanie się Wam spodoba. Jestem tego więcej niż pewna! Dlaczego? Bo w środku znajdziecie mnóstwo mruczków, które trzeba nakarmić i się nimi odpowiednio zaopiekować. Mowa tutaj o „Najlepszej grze o kotach” wraz z dodatkiem „Pudełkiem Łakoci” od wydawnictwa Foxgames. Zapraszam na recenzję (nie tylko miłośników kotów)!

Najlepsza gra o kotach przeznaczona jest dla 2 do 4 graczy i dla dzieci od 8 roku życia. Jedna rozgrywka powinna zająć około 30 minut.

Najlepsza gra o kotach wraz z dodatkiem Pudełkiem Łakoci wprowadza wariant solo oraz pozwala na rozgrywki do 6 osób.

ZAWARTOŚĆ PUDEŁEK I WYKONANIE

Pozwólcie (dziękuję :D), że będę pisała o tej grze jak o całości i nie będę rozdrabiała się na dodatek oraz grę podstawową.

Najlepsza gra o kotach jest wykonana bardzo dobrze. Wszystkie żetony są dobrej jakości, karty są w sam raz, a figurka kota prezentuje się wyśmienicie i kocio. W obu pudełkach znajdziemy grube notesy do zapisywania naszych wyników i naprawdę starczą nam one na miliard rozgrywek. Jeżeli gramy w 2 osoby to nawet na 3 miliardy! Serio. Ilustracje na kartach są iście kocie i bardzo mi się podobają. W ogóle cała gra mi się podoba, bo jest o kotach więc moja opinia o niej nie będzie w ogóle obiektywna, bo ja też mam pszczoły w brzuchu i dlatego mruczę. Miau! A tak na poważnie, nie mam się do czego przyczepić. Wszystko jest kolorowe, ładne i przy odpowiednim użytkowaniu nic nie powinno się z grą wydarzyć.

Kart jest MNÓSTWO, notesy są opasłe, żetony kolorowe i wykonane z grubej tektury.

O CO W TEJ GRZE CHODZI?

W Najlepszej grze o kotach chodzi o to, aby na sam koniec wszystkie przygarnięte podczas rozgrywki kociaki, zostały nakarmione. Aby tego dokonać musimy kolekcjonować karty z rozwagą i rozsądkiem, nie rzucać się na wszystkie pięknie wyglądające kicie o słodkich imionach i pięknych mordkach. Nie dajcie się zwieść tym kociakom, bo tylko czyhają na nasze kurczące się zapasy. Jeżeli jakimś sposobem zaniedbamy któregoś z naszych podopiecznych, dostaniemy za niego karne punkty. Kto by je tam chciał? Dlatego należy pamiętać, aby dopierać karty tak, aby jedzonka starczyło dla każdego kota, którego także dobierzemy z rozłożonych kart. Ponadto możemy zbierać dodatkowe punkty za kocie przybłędy, zabawki, kocimiętkę i ubranka. Dlatego każdy nasz ruch powinien być wyważony i przemyślany. Gra jest bardzo prosta, po obejrzeniu filmu z instrukcją od razu wiedzieliśmy o co chodzi i jak grać, a kiedy pojawiły się ewentualne niejasności, skorzystaliśmy z dołączonej instrukcji. Grę wygrywa osoba, która zdobędzie więcej punktów, które podlicza się na sam koniec gry.

PODSUMOWANIE

Najlepsza gra o kotach wraz z dodatkiem Pudełkiem Łakoci, to naprawdę świetna, lekka i przyjemna gra, której zasady zrozumiecie w kilka minut. Nie ma w niej zaciętej rywalizacji, tylko każdy na spokojnie kolekcjonuje dla siebie to, co jest mu najbardziej potrzebne. Oczywiście można z uwagą śledzić niecne poczynania przeciwnika i analizować co podebrać mu w kolejnej rozgrywce, ale wtedy łatwo możemy się rozproszyć i podkopać siebie. A lepiej po cichu zbierać sobie potrzebne nam rzeczy i na koniec rozłożyć pięknie uzbierane sety z zabawkami czy ubranka. Dodatek wprowadza nam kilka urozmaiceń takich jak pudełka (czy istnieje jakiś kot, który nie miłuje pudełek wszelkiej maści, kształtu i rozmiaru?), wspólne cele (od 3 graczy) oraz dodatkowe karty.

Gra bardzo nam się spodobała chociaż jest zdecydowanie inna od tych, w których gustujemy. Nie ma w niej nachalnej negatywnej interakcji w jakich zazwyczaj gustujemy, a kocia i urocza oprawa sprawia, że aż chce się w nią grać. Na spokojnie i w miłym towarzystwie. Oczywiście w tej grze także chodzi o miażdżące zwycięstwo nad przeciwnikiem, ale w otoczeniu tych wszystkich puchowych kulek, jakoś nie bardzo odczuwam tych wszystkich porażek. Pewnie dlatego ciągle przegrywam, bo łatwo daję się rozproszyć umieszczając koty w pudełkach, albo czytając ich świetne imiona.

Najlepszą grę o kotach wraz z dodatkiem bardzo Wam polecam. Świetnie sprawdzi się do lekkich i naprawdę miłych rozgrywek, w której głównym celem jest zgromadzenie jak największej ilości punktów poprzez przemyślany dobór kart.

Cześć! Dzisiaj przychodzę do Was z ostatnią już częścią karcianych przygód o Kocie Simona i jest nią „Kot Simona. Wielki bałagan” od wydawnictwa MDR. Jest to trzecia gra z tej serii, którą mam przyjemność i ostatnia. Tym razem będziemy musieli odnaleźć się w bałaganiarskim gąszczu, który zrobił niesforny kot. Właściciele kotów powinni się świetnie odnaleźć w tej zabawie. Ja doskonale to rozumiem :D Zapraszam!

Gra „Kot Simona. Wielki Bałagan” przeznaczona jest dla dzieci od 5 roku życia i dla 2 do 8 graczy. Jedna rozgrywka powinna zająć orientacyjnie 10 minut.

ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA I WYKONANIE

Gra „Wielki bałagan” jest wykonana tak samo jak dwie poprzednie gry z tej serii czyli „Pora karmienia” oraz „Latający obiad”. Niewielkich rozmiarów pudełeczko jest bardzo zgrabne, a w środku znajdziemy 60 bardzo dobrej jakości oraz instrukcję. Ilustracje są naprawdę urocze, a fani kota Simona będą naprawdę zadowoleni.

O CO W TEJ GRZE CHODZI?

Celem gry „Kot Simona. Wielki bałagan” jest zdobycie jak największej ilości kart poprzez szybkość, refleks i przebiegłość. Jeżeli na pierwszej wyłożonej karcie znajduje się oznaczenie z łapką w prawym górnym rogu „+ 1” dokładamy kolejną kartę, aż wypadnie karta bez dodatkowego oznaczenia. Następnie gracz, który jako pierwszy prześledzi połączone ze sobą przedmioty i odgadnie, który przewróci się jako pierwszy, zgarnia całą pulę kart na swój stos chwały. Obrazek, od którego zaczynamy poszukiwania, to ten przedstawiony na zakrytej karcie stosu z Kotem Simona (czerwona karta z Kotem Simona).

PODSUMOWANIE

Podsumowanie tej części nie będzie różnić się od poprzednich, ponieważ wszystkie trzy są na takim samym, świetnym poziomie. Gry są wręcz stworzone dla młodszych graczy, gdyż są szybkie, kolorowane i mają naprawdę bardzo ładne ilustracje. Podeślę Wam link do poprzednich dwóch recenzji gier z tej serii, tam znajdziecie wszystkie pozostałe informacje na temat tych gier i rzetelne podsumowanie.

http://ephotography.pl/kot-simona-latajacy-obiad/

http://ephotography.pl/kot-simona-pora-karmienia/

Cześć! Znacie gry od Adamigo? Myślę że większość z Was na pewno posiada od nich jakąś grę i nawet nie jest tego świadoma. Wiecie, że Adamigo dalej wydaje je wydaje? My mamy chińczyka, który z pewnością ma około 20 lat i dalej świetnie się trzyma, pomimo wielu partyjek. Dzisiaj przychodzę jednak nie z chińczykiem, ale z grą „Na straganie”, która po lekkich modyfikacjach, bardzo spodobała się mojej córce. Zapraszam!

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 3 roku życia (wariant gry junior) oraz dla 2 do 4 graczy.

ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA I WYKONANIE

W pudełku znajdziemy planszę, dwie kostki, pionki, karty z koszykami, karty z produktami oraz instrukcję. Wykonanie jest bardzo fajne i bardzo podoba mi się kolorystyka oraz ilustracje gry „Na straganie”. Mają swoisty klimat i bardzo przyjemnie się w nią gra.

JAK GRAĆ?

W grę „Na straganie” można grać na dwa różne sposoby, lub zmodyfikować grę na swój sposób, ponieważ jest ona na tyle prosta, że zmienianie reguł (choć z zasady tego nie robię), niczego jej nie ujmie. Wariant dla starszych dzieci jest zdecydowanie trudniejszy, ale też ciekawszy oraz wymagający, bo poruszanie się po planszy przy pomocy rzuty kostką jest tutaj ciekawie rozwiązanie. Jeżeli przy rzucie pojawi się różna liczba oczek, gracz musi obliczyć różnicę między wyższą a niższą wartością i o tyle pól musi poruszyć się na planszy w dowolnym kierunku. Zrozumiałe jest, że maluchy nie dadzą sobie z tym rady, ale dla starszaków będzie to fajna zabawa i ćwiczenie prostych działań matematycznych. W instrukcji dokładnie opisano sytuację, kiedy wypadną dwa takie same oczka. Wtedy musimy postępować według określonych zasad.

Naszym zadaniem jest zebranie do koszyka czterech różnych produktów i zapełnienie jak największej ilości koszyków. Wygrywa osoba, która zapełni jak najwięcej koszyków. Jednak kiedy dojdzie do remisu, wtedy musimy podliczyć ile wydaliśmy na nasze produkty (informacja o tym znajduje się w kółeczku na każdej karcie). Wtedy zwycięża gracz, który wydał najmniej. Jeżeli najedziemy na pole z produktem, którego kolor mamy już w koszyku, wtedy nie dobieramy karty.

W wariancie dla maluchów możemy grać jedną kostką i do woli manipulować liczbą koszyków, które należy zapełnić podczas gry.

PODSUMOWANIE

„Na straganie” od Adamigo to bardzo przyjemna gra planszowa przeznaczona dla dzieci w różnym wieku. Jest na tyle uniwersalna i prosta, że można w nią grać nawet nie znając zasad, ponieważ jeżeli chcemy tylko pokazać dziecku zabawę z grą, tak naprawdę wystarczy tylko jedna kostka, koszyk oraz karty z warzywami i owocami. Plansza przypomina mi trochę popularną i wszystkim znaną grę, co w moim przypadku uważam za plus, ponieważ jest to bardzo prosta w użytkowaniu plansza i zauważyłam, że Lili bardzo się ten sposób poruszania po niej spodobał. Nie miała problemu, aby chodzić „w kółko” i chętnie uczestniczyła w grze. My gramy w baaardzo uproszczony wariant, bo moja córka nie należy do cierpliwych osób i musi mieć wszystko zaraz i natychmiast (nie wiem po kim to ma, ja się wypieram :D). Nasza wersja polegała na ciągłym uzupełnianiu koszyczków poprzez zbieranie składników. Omijałyśmy pola specjalne, wprowadziłam je dopiero po jakimś czasie. Gra jest bardzo kolorowa, uniwersalna (co daje jej ogromnego plusa) i zdrowa! :) Dla starszych dzieci wprowadzono możliwość grania w trudniejszą wersję, gdzie do zabawy wchodzi proste liczenie (odejmowanie), co jest niecodziennym sposobem poruszania się po planszy. Myślę, że może to być interesujący wariant, jednak dla opornych całkowicie do pominięcia.

„Na straganie” oceniam bardzo pozytywnie, najważniejsze jest to, że Lili się spodobała i chętnie po nią sięgamy. Są gry, w które ona naprawdę nie chce grać i leżą, więc moje pozytywne recenzje wynikają z tego, że o tamtych grach nie pisałam, ale planuję. Chcę zrobić wpis o grach, które mimo świetnych opinii i poleceń, całkowicie się u nas nie sprawdziły. Kiedy to będzie, niestety nie wiem, ale na pewno dam znać.